Mieszkańcy Krzywaczki wygrywają w sprawie o trucie powietrza

Starosta myślenicki nakazał zakładowi meblarskiemu z Krzywaczki wymianę kotła grzewczego wykorzystywanego w przedsiębiorstwie. Decyzja jest wynikiem postępowania wszczętego w kwietniu przez starostę na wniosek Fundacji Frank Bold, do której z prośbą o pomoc zwrócili się mieszkańcy. Ich życie utrudniał gryzący, ciemny dym wydobywający się z położonego po sąsiedzku zakładu.

– Walka z zanieczyszczającym powietrze przedsiębiorcą zakończyła się zwycięstwem mieszkańców. Starosta uznał, że zakład produkujący meble naruszał małopolską uchwałę antysmogową i nakazał przedsiębiorcy wymianę kotłów grzewczych na nowoczesne urządzenia, zgodne z ekoprojektem. Dzięki tej decyzji mieszkańcy będą mogli wkrótce odetchnąć – powiedział Adrian Chochoł, prawnik Frank Bold.

Prośby od mieszkańców Krzywaczki o pomoc w tej sprawie zaczęły wpływać do Fundacji Frank Bold w grudniu 2021 r. Przesyłane prawnikom zdjęcia i nagrania pokazywały, że z kominów pobliskiego zakładu wydobywały się duże ilości ciemnego dymu. Zgodnie z przekazywanymi informacjami kominy dymiły codziennie, przez całą dobę, przy czym szczególnie intensywnie popołudniami.

Wniosek do starosty myślenickiego o wszczęcie postępowania w sprawie nakazania przedsiębiorcy ograniczenia negatywnego oddziaływania na środowisko był kolejną próbą uporania się z problemem mieszkańców Krzywaczki. Wcześniej Frank Bold interweniował w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Krakowie.

– Niestety, WIOŚ działał w tej sprawie niespiesznie. Inspekcja przez wiele miesięcy nie mogła poradzić sobie z problemem, mimo że sytuacja była oczywista – już na samym początku kontroli zostało wykazane, że przedsiębiorca eksploatuje kotły niezgodne z obowiązującą w Małopolsce uchwałą antysmogową. Dlatego bardzo nas cieszy to, że starosta myślenicki skorzystał ze swoich uprawnień i podjął skuteczne kroki, by zakończyć udrękę mieszkańców – skomentował Adrian Chochoł.

Dodatek energetyczny zamiast węglowego – organizacje apelują o sprawiedliwe wsparcie dla najbardziej potrzebujących

3 tys. zł dla mieszkających w domach jednorodzinnych i 1 tys. zł dla mieszkających w domach wielorodzinnych – to społeczna propozycja dodatku energetycznego przedstawiona w czwartek przez Polski Alarm Smogowy, Instytut Badań Strukturalnych i Fundację Frank Bold. Zdaniem organizacji powinna ona zastąpić niesprawiedliwą społecznie rządową ustawę o dodatku węglowym, nad którą 4 sierpnia będzie pracował Senat. Projekt społeczny jest tańszy niż rządowy, wspiera osoby o niskich dochodach niezależnie od źródła ogrzewania z jakiego korzystają, a także proponuje element inwestycyjny, który pomoże chronić budżety polskich rodzin w kolejnych sezonach grzewczych.

Rządowy projekt przewiduje 3 tys. zł dopłaty jedynie dla tych gospodarstw domowych, które ogrzewają się węglem, niezależnie od poziomu ich dochodów. Tym samym wyklucza z pomocy aż dwie trzecie rodzin, w tym niemal połowę tych o niskich dochodach. Nie skorzystają z niego m.in. gospodarstwa ogrzewające domy z miejskich sieci ciepłowniczych, lokalnych kotłowni lub używające gazu, pelletu drzewnego czy oleju opałowego.

– Skierowanie pomocy jedynie do użytkowników węgla i pozostawienie bez żadnego wsparcia połowy rodzin o najniższych dochodach, które też muszą stawić czoła rosnącym cenom energii, jest przejawem skrajnej niesprawiedliwości – mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

– Dlatego postanowiliśmy zaapelować do wszystkich senatorów, którzy będą pracować nad ustawą rządową, o odpowiedzialne, solidarne i niewykluczające podejście. Pomoc powinna trafić do najbardziej potrzebujących, a nie jedynie do użytkowników węgla – dodaje Guła.

Zaproponowany dziś projekt społeczny jest skierowany do gospodarstw domowych o najniższych dochodach, niezależnie od tego, z jakiego źródła ciepła korzystają. Rodziny spełniające kryteria dochodowe z ustawy o dodatku osłonowym, przyjętej w ramach tarczy antyinflacyjnej mogłyby liczyć na 3 tys. zł dopłaty, jeśli mieszkają w domu jednorodzinnym lub 1 tys. zł dopłaty, jeśli mieszkają w budynku wielorodzinnym.

– Z rządowego dodatku węglowego skorzysta milion zamożnych gospodarstw domowych, zaś aż 1,5 miliona rodzin o najniższych dochodach, w tym wielu emerytów, będzie pozbawionych wsparcia. Dzięki propozycji społecznej pomoc uzyska 100 proc. gospodarstw o niskich dochodach i blisko 80 proc. rodzin utrzymujących się wyłącznie z emerytur – mówi Jakub Sokołowski z Instytutu Badań Strukturalnych, organizacji od lat zajmującej się problematyką ubóstwa energetycznego.

Podczas gdy koszt rządowego dodatku węglowego szacowany jest na 11,5 miliarda złotych, propozycja społeczna zamyka się w kwocie 9,5 miliarda złotych. Wyliczenia, na których bazuje mają merytoryczne oparcie w wieloletnich badaniach transformacji energetycznej i problematyki ubóstwa energetycznego naukowców z Instytutu Badań Strukturalnych. 

Pomysłodawcy społecznego projektu zwracają również uwagę na chaotyczny proces legislacyjny, który prowadzi do przyjmowania przez rząd nieprzemyślanych rozwiązań.

– Zamiast sięgać po istniejące mechanizmy prawne, choćby z ustawy o dodatku osłonowym, rząd bez konsultacji ze społeczeństwem i ekspertami proponuje nowe narzędzia, które nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Tak jest w przypadku rekompensat dla sprzedawców węgla, z których wycofuje się tuż po ich uchwaleniu – mówi Maria Włoskowicz, prawniczka z Fundacji Frank Bold.

– Propozycja społeczna naprawia dotychczasowe błędy i zawiera rozwiązania oparte na danych oraz obowiązujących już przepisach. A przede wszystkim kieruje pomoc do tych Polek i Polaków, którzy będą zimą w najtrudniejszej sytuacji i najbardziej będą potrzebować pomocy państwa – dodaje Włoskowicz.

Drugim filarem społecznej inicjatywy jest pobudzenie działań poprawiających efektywność energetyczną polskich domów, co w kolejnych sezonach grzewczych pomoże Polkom i Polakom wydawać mniej na ogrzewanie. Organizacje społeczne proponują wprowadzenie darmowego bonu na audyt energetyczny dla budynków jedno- i wielorodzinnych.

– Polskie domy są w fatalnym stanie energetycznym. 30 proc. domów jednorodzinnych nie posiada żadnego ocieplenia ścian zewnętrznych. Gdyby już kilka lat temu zaczęto na poważnie pomagać gospodarstwom domowym w poprawie efektywności energetycznej, dziś nie zużywano by 9-11 milionów ton węgla w tym sektorze, tylko 5 lub mniej. Żeby jednak wyzwolić ten potencjał, konieczna jest pomoc w inwestowaniu w efektywność energetyczną – mówi Andrzej Guła. Według inicjatorów potrzebne są pilne zmiany w programach Czyste Powietrze oraz Funduszu Termomodernizacji i Remontów. 

Bon na audyt energetyczny dla właścicieli budynków jednorodzinnych otrzymujących dodatek energetyczny ma mieć wartość 1,2 tys. zł,. natomiast dla wspólnot i spółdzielni – 4 tys. zł. Mechanizm ten nie będzie generował dodatkowych kosztów dla budżetu państwa, ponieważ może zostać sfinansowany w ramach funkcjonujących już programów: Czyste Powietrze oraz Fundusz Termomodernizacji i Remontów.

– Dzięki bonom na audyt energetyczny właściciele budynków będą mogli skorzystać z profesjonalnej porady, która pozwoli dobrać konieczny zestaw prac termomodernizacyjnych, określić możliwą do uzyskania oszczędność energii i oszacować koszty takiej inwestycji – mówi Jakub Sokołowski z IBS.

Pomysłodawcy społecznego projektu w tym tygodniu wyślą jego założenia do wszystkich senatorów, którzy 4 sierpnia będą dyskutować nad ustawą o dodatku węglowym.

– Liczymy na odpowiedzialną postawę senatorów i wprowadzenie przez nich odpowiednich poprawek. Liczymy na to że wykażą się wrażliwością w stosunku do ogromnej liczby gospodarstw domowych wykluczonych z rządowej pomocy, mimo ciężkiej sytuacji finansowej – mówią autorzy projektu społecznego.

– Apelujemy żeby w sposób odpowiedzialny podeszli do dysponowania ograniczonymi środkami publicznymi i wybrali rozwiązanie sprawiedliwsze i tańsze dla kieszeni podatników – dodają. 

Rybnik ponownie wygrywa w sprawie Paruszowca

Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Gliwicach odrzucił skargę spółki BAPRO na plan miejscowy Rybnika, w którym rada miasta nie uwzględniła budowy kopalni. Postanowienie sądu oznacza, że spółka nie może wydobywać węgla ze złoża „Paruszowiec”. 

– To doskonała wiadomość dla Rybnika i regionu. Sąd przyjął naszą argumentację wskazującą na brak interesu prawnego inwestora i stanął po stronie miasta. Kopalnia, której w Rybniku nie chcą mieszkańcy, samorząd, ani lokalny biznes, nie powstanie – skomentował Miłosz Jakubowski, radca prawny z Frank Bold, organizacji, która w postępowaniu wzięła udział po stronie społecznej. 

BAPRO stara się o budowę kopalni w Rybniku od 2016 r. Wtedy też protestować zaczęli mieszkańcy, zwracając uwagę na negatywne skutki środowiskowe, stojące w sprzeczności z koniecznością ochrony klimatu i realiami ekonomicznymi oraz na możliwość uszkodzenia domów i budynków użyteczności publicznej. Zdecydowanie przeciwko budowie kopalni opowiedziały się również władze miasta oraz działające już w Rybniku przedsiębiorstwa

– Dzisiejsze postanowienie nie jest prawomocne, BAPRO może jeszcze złożyć skargę kasacyjną do NSA, ale szanse jej powodzenia wydają się niewielkie. Uzasadniając wydane postanowienie sąd powołał się na zasadę zrównoważonego rozwoju, która nakazuje dbałość o interes przyszłych pokoleń. Jak podkreślił sąd oznacza to, że nie każde ujawnione złoże węgla kamiennego musi zostać wydobyte – powiedział Miłosz Jakubowski. 

Skarga BAPRO nie była pierwszą próbą podważenia planu miejscowego, w którym władze Rybnika opowiedziały się przeciwko kopalni na swoim terenie. Plan próbował unieważnić wcześniej wojewoda śląski, wydając tzw. rozstrzygnięcie nadzorcze, które miało usunąć z drogi inwestora poważną przeszkodę. On również przegrał w sądzie. We wrześniu 2021 r. NSA orzekł, że plan obowiązuje w uchwalonym przez radę miasta kształcie

WSA zadecyduje w sprawie kopalni “Paruszowiec”

W poniedziałek 4 lipca odbędzie się rozprawa przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym (WSA) w Gliwicach w sprawie złoża węgla kamiennego „Paruszowiec”.  Sąd postanowi o dalszych losach planu miejscowego, w którym rybnicka rada miejska nie uwzględniła budowy kopalni. Przeciwni otwarciu nowej kopalni w Rybniku są także mieszkańcy i lokalny biznes.

Spółka BAPRO, która planuje otwarcie kopalni “Paruszowiec”, zaskarżyła przyjęty w kwietniu 2020 r. przez radę miasta plan miejscowy zakazujący lokalizacji podobnych przedsięwzięć na tym obszarze. WSA skargę inwestora już raz odrzucił, ale musi zająć się nią ponownie po tym, jak Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) nakazał mu uwzględnienie wcześniej pominiętych okoliczności.

– Naszym zdaniem rozstrzygnięcie powinno być takie same jako poprzednio, sąd powinien odrzucić skargę. Skarżący inwestor nie jest w stanie wykazać, że plan miejscowy dotyczy jego interesu prawnego, a tym bardziej, że go narusza. Inwestor nie jest właścicielem działek położonych w obszarze objętym planem miejscowym. Nie ma też jeszcze decyzji wymaganych do tego, aby prowadzić działalność górniczą. Budowa kopalni to jedynie jego dalekosiężny zamysł – skomentował Miłosz Jakubowski, radca prawny z Frank Bold, organizacji, która w postępowaniu bierze udział po stronie społecznej.

BAPRO stara się o budowę kopalni w Rybniku od 2016 r. Wtedy też protestować zaczęli mieszkańcy, zwracając uwagę na negatywne skutki środowiskowe, stojące w sprzeczności z koniecznością ochrony klimatu i realiami ekonomicznymi oraz na możliwość uszkodzenia domów i budynków użyteczności publicznej.

– Nie da się zaprzeczyć, że nasze miasto rozwinęło się wokół górnictwa, ale to jest przeszłość, na którą nie powinniśmy się oglądać, tylko wymyślić, jaki ma być Rybnik w przyszłości. Świat szuka rozwiązań w związku z kryzysem klimatycznym, a nasze państwo przesypia temat transformacji. Nowa kopalnia to zły pomysł prywatnej spółki, który przyniesie miastu tylko szkody – powiedział Michał Mroszczak, mieszkaniec Rybnika.

Skarga BAPRO nie jest pierwszą próbą podważenia planu miejscowego, w którym władze Rybnika – zaniepokojone perspektywą szkód górniczych i dodatkowych zanieczyszczeń powietrza – opowiedziały się przeciwko kopalni na swoim terenie. Plan próbował unieważnić wcześniej wojewoda śląski, wydając tzw. rozstrzygnięcie nadzorcze, które miało usunąć z drogi inwestora poważną przeszkodę. Jednak miasto skutecznie zaskarżyło decyzję wojewody. We wrześniu 2021 r. NSA orzekł, że plan obowiązuje w uchwalonym przez radę miasta kształcie.

Co znamienne, przeciwni kopalni są także miejscowi przedsiębiorcy. Na posiedzeniu rady miasta w 2019 r. Tomasz Tarabura, prezes produkującej grzejniki spółki Rettig Heating (Purmo), zwracał uwagę, że jego firma zainwestowała w Rybniku 316 mln złotych i podkreślał, że 100 metrów linii produkcyjnej firmy potrzebuje precyzyjnego ustawienia.

– Tąpnięcia, opadnięcia terenu będą powodowały zatrzymanie produkcji. Jeden dzień – 2 mln złotych strat. Jeżeli kopalnia „Paruszowiec” powstanie, a sytuacja pogorszy się, firma będzie zmuszona opuścić Rybnik. Nie straszę, ale takie są realia – mówił wtedy Tomasz Tarabura.

– W Rybniku panuje powszechna zgoda co do tego, że miasto nowej kopalni nie potrzebuje. Rzadko zdarza mi się widzieć taką jednomyślność wśród samorządowców ze wszystkich opcji politycznych. Europejska gospodarka odchodzi od węgla, planowanie kolejnych kopalni to ryzyko utraty unijnych środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, które są regionowi śląskiemu niezwykle potrzebne – zakończył Miłosz Jakubowski.

Sąd dopuścił stronę społeczną do walki z odorem w Skawinie

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał rację Fundacji Frank Bold i nakazał Małopolskiemu Wojewódzkiemu Inspektorowi Ochrony Środowiska (WIOŚ) ponowne rozpatrzenie wniosku o wszczęcie postępowania w sprawie zanieczyszczenia powietrza w Skawinie oraz dopuszczenie organizacji do udziału na prawach strony. O pomoc w walce z nieznośnym smrodem z zakładu produkcyjnego zwrócili się do Frank Bold zdesperowani mieszkańcy. 

Pod koniec sierpnia 2020 r. 135 mieszkańców Skawiny zwróciło się do Fundacji Frank Bold, organizacji prawniczej specjalizującej się w ochronie środowiska, z prośbą o wsparcie w nierównym sporze z francuską firmą Valeo, która od lat utrudnia im normalne życie, emitując dokuczliwy chemiczny odór. 

Prawnicy Frank Bold wystąpili do właściwego w takim wypadku organu – WIOŚ w Krakowie – z żądaniem wszczęcia postępowania z urzędu w sprawie zanieczyszczającego przedsiębiorcy. WIOŚ, w postanowieniu podtrzymanym potem przez Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, odmówił interwencji, a także zakwestionował prawo fundacji do reprezentowania interesu społecznego przez uczestniczenie w takim postępowaniu na prawach strony. 

– To była arbitralna i naszym zdaniem błędna decyzja urzędu. We wniosku o wszczęcie postępowania przez WIOŚ wykazaliśmy zarówno istnienie problemu z zanieczyszczeniem odorowym w Skawinie, jak i to, że za udziałem naszej organizacji w postępowaniu przemawia interes społeczny. Teraz sąd potwierdził, że mieliśmy rację i nakazał WIOŚ ponowne rozpatrzenie sprawy – skomentował Adrian Chochoł, prawnik z Frank Bold.  

Zaskarżony urząd wniósł w ubiegłym tygodniu skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. 

– To oznacza, że inspekcja ochrony środowiska, zamiast zająć się znanym od lat w całej Skawinie problemem, dalej gra na zwłokę. Choć uciążliwość zakładu jest obiektywnie potwierdzona, m.in. przez samą spółkę, to WIOŚ nawet nie wszczął postępowania, które mogłoby doprowadzić do redukcji odoru. Biorąc pod uwagę stan faktyczny, naprawdę trudno sobie wyobrazić, że NSA przyzna WIOŚ rację, a na dalszym opóźnianiu sprawy cierpią mieszkańcy – dodał Adrian Chochoł. 

W Skawinie zaczęło śmierdzieć, kiedy w 2014 r. spółka Valeo rozbudowała linię produkcyjną chłodnic samochodowych. Choć w 2015 r. z powodu tej rozbudowy rozszerzone zostało pozwolenie emisyjne (czyli pozwolenie na wprowadzanie gazów i pyłów do powietrza), na podstawie którego działał zakład, to i tak w 2018 r. spółka dopuściła się emisji substancji tym pozwoleniem nie ujętych. Gdy w 2020 r. pozwolenie w końcu wygasło, spółka wystąpiła do starosty krakowskiego o przyznanie nowego, które otrzymała w listopadzie 2021 r. 

– Postępowanie w sprawie wydania pozwolenia emisyjnego z mocy prawa wyklucza możliwość udziału organizacji społecznych. Gdyby było inaczej, to jako specjaliści prawa ochrony środowiska moglibyśmy doprowadzić do wydania pozwolenia, które rzeczywiście postawi twarde warunki dla zakładu w sprawie natychmiastowego wdrożenia urządzeń redukujących odór. Starosta o to niestety nie zadbał i wydał pozwolenie, które jak dotąd nie poprawiło sytuacji mieszkańców – skomentował Adrian Chochoł. 

Nie mając możliwości wzięcia udziału w samym postępowaniu, organizacja zwróciła się do starosty o udostępnienie treści wydanego już pozwolenia. Ten odmówił ze względu na tajemnicę przedsiębiorstwa, na którą powołuje się Valeo, anonimizując ważne elementy pozwolenia m.in. te dotyczące redukcji odoru. Prawnicy Frank Bold odwołali się od tej decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) i w połowie czerwca br. wygrali. Starosta będzie musiał ponownie rozpatrzyć ich wniosek. 

– To wielowątkowa sprawa, w której nakładają się różne patologie trawiące system ochrony środowiska. Tymczasem mieszkańcy Skawiny są wyczerpani tą sytuacją. Dławiący odór sprawia, że nie mogą przebywać na zewnątrz czy nawet otworzyć okna w okresach nasilonej emisji. Żyją w ogromnym stresie, co bardzo negatywnie odbija się na ich zdrowiu psychicznym. Jako Fundacja jesteśmy zdeterminowani do użycia wszelkich dostępnych środków prawnych, by zakład wreszcie odpowiedzialnie wdrożył skuteczne działania redukujące odór. Wygrane sprawy przed WSA i SKO przybliżają nas do tego celu – zakończył Adrian Chochoł. 

Powietrze w Polsce szkodzi zdrowiu, ale sądy odrzucają skargi – zajmie się tym ETPCz

Organizacje prawnicze Frank Bold i ClientEarth wspólnie przygotowały skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) w Strasburgu, ponieważ polskie sądy odrzucają skargi obywateli na nieskuteczne przepisy programów ochrony powietrza (POP). Choć powietrze w naszym kraju szkodzi zdrowiu, Polki i Polacy nie mają możliwości walki o poprawę jakości powietrza na drodze sądowej. Dzieje się to z naruszeniem prawa i orzecznictwa UE.

– Nie chcę, by kolejne osoby próbujące wpłynąć na poprawę powietrza i ochronę zdrowia w swojej miejscowości odbijały się od drzwi sal sądowych. Nie wszyscy mogą liczyć na to, że ich lokalni włodarze bez odpowiedniego wyroku opamiętają się i poprawią przepisy. Jeśli moja historia może pomóc innym i skłonić polskie władze do przyznania obywatelom prawa do walki o czyste powietrze przed sądem, to spróbuję tej drogi – tak decyzję o złożeniu skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka tłumaczy mieszkanka Zakopanego, Jolanta Sitarz-Wójcicka.

O tym, że polskie prawo odbiera obywatelom możliwość zaskarżania miejscowych programów ochrony powietrza oprócz Sitarz-Wójcickiej przekonali się też mieszkańcy Szczecina, Rybnika czy Warszawy, którzy próbowali to zrobić.

– To problem systemowy. Sądy odrzucają skargi na wadliwe programy ochrony powietrza z powodów formalnych, uzasadniając to brakiem legitymacji procesowej po stronie skarżących. To oznacza, że skargi są odrzucane bez poddania ich merytorycznej analizie i bez badania, czy zaskarżony POP w ogóle odpowiada prawu – mówi Miłosz Jakubowski, radca prawny z Frank Bold i pełnomocnik skarżącej.

Skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest kolejną próbą zapewnienia Polkom i Polakom możliwości dochodzenia swoich praw. Wcześniej prawnicy z Frank Bold, działając na rzecz mieszkanki Zakopanego, wyczerpali całą drogę krajową zaskarżania programów jakości powietrza. Jej skargę odrzuciły kolejno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie i Naczelny Sąd Administracyjny. Nieskuteczna okazała się również skarga do Trybunału Konstytucyjnego.

Prawo krajowe, na które powołują się sądy, jest jednak sprzeczne z prawem UE i orzecznictwem TSUE, z którego jednoznacznie wynika, że programy ochrony powietrza powinny podlegać kontroli sądu na wniosek obywateli.

– Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca i potrzebna jest zmiana, która zapewni, że obywatele i obywatelki będą mieć dostęp do sądu w zakresie prawa do zdrowego powietrza. Od maja 2020 r. trwa postępowanie Komisji Europejskiej przeciwko Polsce w tej sprawie. Czas ucieka, powietrze nadal jest trujące, a nic się nie zmienia. Sytuacja ta narusza prawa człowieka zagwarantowane Konwencją, jak prawo do sądu i prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego – tłumaczy Irmina Kotiuk, prawniczka z ClientEarth.

Sprzeczność prawa krajowego z prawem UE i ewentualną potrzebę zmiany przepisów zauważył  Trybunał Konstytucyjny oddalając w lipcu 2021 r. skargę konstytucyjną na przepisy, na podstawie których skargi na POP-y są odrzucane.

Dla mieszkanki Zakopanego sprawy przybrały pozytywny obrót, ponieważ w 2017 r., już po skierowaniu jej sprawy do sądu, w województwie małopolskim przyjęto nowy, lepszy program ochrony powietrza. Obecnie w Małopolsce obowiązuje kolejna wersja programu, przyjęta w 2020 r., uwzględniająca wiele postulatów strony społecznej.

– Jednak warto zauważyć, że ulepszenie przepisów antysmogowych zależało wyłącznie od woli politycznej radnych sejmiku województwa. Ale gdyby w kolejnej kadencji do tych przepisów zostały wprowadzone niekorzystne zmiany, to skarżąca znów nie znajdzie sprawiedliwości w polskim sądzie. Tak jak teraz nie znajdują jej obywatele w innych województwach, gdzie nie uchwalono skutecznych POP-ów lub gdzie planuje się osłabienie obowiązujących przepisów. Te osoby są w tej chwili pozbawione prawa do sądu i możliwości zaskarżenia sprzecznych z prawem uchwał – zauważa Miłosz Jakubowski.

O tym, że obawy o psucie przepisów antysmogowych nie są bezpodstawne, mogą świadczyć choćby próby osłabienia uchwały antysmogowej w województwie łódzkim, które – gdyby się powiodły – mogą wpłynąć na pogorszenie zapisów programu ochrony powietrza.

– To kuriozalne, ale ja jako obywatelka muszę żyć z rodziną w trującym smogu i sąd nawet nie chciał rozpatrzyć mojej skargi na nieskuteczne przepisy. Większe szanse na zaskarżenie POP-u ma przedsiębiorca, któremu zależy na osłabieniu antysmogowych regulacji, albo ignorująca problem smogu gmina, która jest niezadowolona z nałożonych na nią obowiązków. Tymczasem ofiara zanieczyszczenia powietrza takiej możliwości nie ma – dodaje Jolanta Sitarz-Wójcicka.

Plan osłabienia uchwały antysmogowej w Łódzkiem niezgodny z prawem

Zarząd województwa łódzkiego planuje zmienić obowiązującą uchwałę antysmogową, zatrzymując wysiłki mieszkańców i władz lokalnych w walce z zanieczyszczeniem powietrza. Plany władz województwa stoją w sprzeczności z obowiązującym prawem oraz zagrażają otrzymaniu przez Polskę 3 mld euro na działania antysmogowe w ramach Krajowego Programu Odbudowy. To niebezpieczny precedens – ostrzega Polski Alarm Smogowy.

Dobiegają końca konsultacje nowelizacji uchwały antysmogowej dla województwa łódzkiego, w których zarząd województwa proponuje przesunięcie zakazu użytkowania „kopciuchów” o dwa lata. Takie stare, pozaklasowe kotły są głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza na terenie województwa, więc odroczenie zakazu ich użytkowania skaże mieszkańców województwa na kolejne lata oddychania zanieczyszczonym powietrzem. Zgodnie z pomiarami Głównej Inspekcji Ochrony Środowiska w roku 2021 powietrze w województwie łódzkim pogorszyło się – od 2020 r. wzrosły stężenia pyłu na szeregu stacji pomiarowych oraz znacząco zwiększyła się powierzchnia obszarów występowania przekroczeń.

– To niebezpieczny precedens, który może odwrócić antysmogowe działania w Polsce – komentuje Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. – W województwie mazowieckim radni Sejmiku właśnie zaostrzyli uchwałę antysmogową i wprowadzili zakaz spalania węgla w stolicy i okalających ją powiatach, rozumiejąc, że czyste powietrze jest naszym dobrem wspólnym. Plany zarządu województwa łódzkiego to działanie na szkodę mieszkańców. Jest ono również niezgodne z obowiązującym prawem, zarówno polskim jak i unijnym. Trudno mi zrozumieć motywację radnych zwłaszcza wobec pogarszającego się stanu powietrza w województwie – dodaje Siergiej.

Propozycja zarządu województwa jest sprzeczna z ustawą Prawo ochrony środowiska, która jest podstawą uchwalenia uchwały antysmogowej i mówi o „zapobieganiu negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie ludzi”. Projekt uchwały poddanej konsultacjom nie tylko nie zapobiega negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie, ale prowadzi wprost do zwiększenia zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców województwa.

Projekt uchwały niezgodny jest również z prawem UE, a w szczególności z tzw. Dyrektywą CAFE, która mówi o bezwzględnym obowiązku przestrzegania dopuszczalnych poziomów zanieczyszczenia powietrza. Odroczenie wejścia w życie zakazu „kopciuchów” skutkować będzie utrzymaniem się wysokich poziomów zanieczyszczenia powietrza. Obecnie Komisja Europejska kontynuuje postępowanie wobec Polski i działania podjęte przez zarząd województwa łódzkiego grożą nałożeniem na Polskę ogromnych kar finansowych.

– Jeżeli przedłożony przez zarząd województwa projekt zostanie uchwalony – przewiduje radca prawny Miłosz Jakubowski z Fundacji Frank Bold – spodziewam się jego rychłego unieważnienia przez wojewodę w trybie nadzoru lub przez wojewódzki sąd administracyjny na skutek skarg, które na pewno zostaną w tej sprawie złożone.

Polska czeka na fundusze unijne, które przeznaczone są na Krajowy Plan Odbudowy. W ramach tych środków aż 3 mld euro ma zostać przeznaczone na poprawę jakości powietrza. To z tych pieniędzy w ramach Programu Czyste Powietrze mogą zostać sfinansowane dotacje do wymiany kotłów czy ocieplenie domów. Fundusze na walkę ze smogiem są jednak uwarunkowane antysmogowymi działaniami Polski, a uchwały antysmogowe stanowią filar tych działań. Plany zarządu województwa łódzkiego mogą zaprzepaścić szansę na pozyskanie tych środków. Osłabianie uchwał antysmogowych jest działaniem na szkodę nie tylko mieszkańców województwa, ale również może odebrać nam szansę na skuteczną walkę o czyste powietrze i zdrowie obywateli.

Zarząd województwa uzasadnia plany osłabienia Uchwały Antysmogowej rosnącymi cenami węgla. Niestety propozycja Zarządu tylko pogarsza sytuację finansową mieszkańców województwa. Ogrzewanie domu „kopciuchem”, czyli kotłem nieefektywnym, jest przy obecnych cenach węgla jedną z najdroższych form ogrzewania. Zapowiedzi sprzedawców węgla mówią o dalszych wzrostach cen, co oznacza, że właściciele „kopciuchów” najmocniej odczują koszty tych podwyżek.

Analiza prawna: polskie embargo na ropę można wprowadzić już teraz

Greenpeace zwrócił się do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF) z apelem o nałożenie sankcji na rosyjską spółkę naftową Rosnieft, która dostarcza do Polski ropę. Jak wynika z analizy prawnej Frank Bold, GIIF ma możliwość nałożenia ograniczeń na rosyjskie przedsiębiorstwa niezależnie od Unii Europejskiej oraz w zgodzie z prawem krajowym i europejskim. Unijne negocjacje szóstego pakietu sankcji wobec Rosji przeciągają się, a polskie embargo na ropę mogłoby zacząć obowiązywać już teraz.

Wojna w Ukrainie trwa już ponad 2 miesiące, a z Polski nadal płyną setki milionów euro na konta rosyjskich firm kontrolowanych przez Federację Rosyjską. Prezydent Andrzej Duda nazwał tę wojnę ”okrucieństwem, bandytyzmem i terroryzmem”, jednak rządzący nie wstrzymali dotąd zakupu rosyjskiej ropy. Dotychczasowe sankcje Rady Unii Europejskiej nie dotyczą całej działalności rosyjskich podmiotów, zaś – planowane w ramach negocjowanego właśnie szóstego pakietu sankcji – embargo na ropę nie wejdzie w życie przed końcem roku. A jak stwierdziła niedawno ministra klimatu Anna Moskwa – nasz kraj jest gotowy na “pełną niezależność od rosyjskich surowców”.

Z analizy prawnej Frank Bold wynika, że w polskim prawie istnieją rozwiązania, które umożliwiają zablokowanie obrotu oraz importu surowców z Rosji, niezależnie od wprowadzenia takiego zakazu na poziomie Unii Europejskiej.

– Premier Morawiecki, zamiast napominać bilbordami zachodnich polityków, mógłby z powodzeniem sam rozpocząć kampanię #StopRussiaNow dzięki już istniejącym przepisom, które są zgodne zarówno z prawem krajowym, jak i unijnym oraz pozwalają polskim organom skutecznie ograniczyć handel surowcami z Rosją bez oglądania się na niezdecydowanych polityków europejskich – powiedział Bartosz Kwiatkowski, prawnik z Frank Bold.

Przede wszystkim istnieje możliwość zamrożenia transakcji z podmiotami biorącymi udział w finansowaniu terroryzmu na podstawie tzw. ustawy AML z 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Powołany na mocy tej ustawy Generalny Inspektor Informacji Finansowej ma możliwość nałożenia sankcji na podmiot należący do osób, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie, że popełniają m.in. przestępstwo o charakterze terrorystycznym lub ułatwiają jego popełnienie, a także na podmiot przez takie osoby kontrolowany. Działanie takie byłoby zgodne z prawem unijnym.

– Rosnieft i szef spółki Igor Sachin powinni zostać objęci sankcjami już teraz. Nie ma co czekać. Zróbmy to na naszych warunkach i zgodnie z polskim prawem. Zakręcenie przez Rosję kurka z gazem pokazało po raz kolejny, że paliwa kopalne nie tylko napędzają kryzys klimatyczny, ale też łatwo stają się orężem agresora. Dodatkowo polskie firmy, takie jak PKN Orlen, kupując ropę od Rosnieftu w gruncie rzeczy pomagają Rosji pozyskiwać środki na prowadzenie wojny w Ukrainie. Premier Morawiecki wzywa: “dość lawirowania w sprawie pomocy Ukrainie”. Podpisujemy się pod tymi słowami i stąd nasz list do Głównego Inspektora Informacji Finansowej, który pokazuje, jak można objąć sankcjami Rosnieft bez zbędnej zwłoki – powiedział Krzysztof Cibor z Greenpeace.

Spółka Rosneft odpowiada za 40 proc. rosyjskiej produkcji ropy naftowej, a jej zyski wyniosły w 2021 r. 58 miliardów złotych. Właścicielem większości akcji jest Federacja Rosyjska i Rosnieft już we wrześniu 2014 r. oraz w marcu 2022 r. został objęty unijnymi sankcjami, jednak w ograniczonym zakresie, który nie uwzględnia m.in. umów handlowych zawartych przed wprowadzeniem sankcji i de facto dalej pozwala Rosnieftowi handlować ropą z UE.

Jak wynika z ustaleń zawartych w oficjalnych aktach unijnych, prezes Rosnieftu, Igor Sechin, to jeden z najbardziej zaufanych i najbliższych doradców Władimira Putina oraz jego osobisty przyjaciel. Aktywnie wspierał, materialnie lub finansowo, rosyjskich decydentów odpowiedzialnych za aneksję Krymu i destabilizację Ukrainy. Ponadto Rosnieft Aero, spółka zależna Rosnieftu, której Sechin jest dyrektorem generalnym, dostarcza paliwa do silników odrzutowych na lotnisko w Symferopolu obsługujące połączenie lotnicze między nielegalnie zaanektowanymi Krymem i Sewastopolem a Rosją. Spółka ta również została umieszczona na liście podmiotów objętych sankcjami unijnymi w marcu 2022 r. W uzasadnieniu tej decyzji wskazano wprost, że Rosnieft Aero “wspiera […] działania podważające integralność terytorialną, suwerenność i niezależność Ukrainy lub im zagrażające”.

– Dotychczasowe sankcje pokazują, że Unia Europejska jest świadoma roli, jaką Rosnieft i w ogóle handel ropą odgrywa w polityce Rosji. Niestety obecne i te planowane ograniczenia w handlu nie są wystarczające i nie zatrzymują kolejnych ataków agresora. Polskie koncerny paliwowe, kupując rosyjską ropę, płacą podmiotom, które wspierają agresję. Bomby na Ukrainę spadają teraz, teraz giną tam cywile i teraz potrzebne jest embargo. Prezydent Duda, minister spraw zagranicznych i inni politycy otwarcie mówią, że działania Rosji to terroryzm. Czas przestać finansować tę agresję. Użyjmy polskiego prawa, by stało się to jak najszybciej! – powiedział Krzysztof Cibor.